IX Polsko-Rosyjskie Forum Turystyczne

Polska, jak lejek wchłania rosnącą część turystycznego rynku Rosji

Do słynnego hotelu Anders uczestnicy Forum dotarli nietypowo, z fantazją. Część wybrała romantykę wiejskich furmanek ciągnionych przez żwawe koniki w zaprzęgu, inni siodełka motocykli, pozostali terenowe samochody / fot.: V. Kiriyanov

 

 

Aby ktoś przypadkiem nie poczuł się znudzony

Jak rozpoczęło się tegoroczne Forum? Podobnie jak w latach ubiegłych. Rosyjskich gości zebrano w Kaliningradzie, potem autokarami przyjechali do Polski. Pierwszy przystanek w Braniewie. Ocena wygód hotelu Warmia. Cel podróży to  Lidzbark Warmiński, hotel Krasicki wybrany na bazę wypadową uczestników Forum, do którego ja dojechałem indywidualnie z Warszawy. Wygodnie, rejsowym autobusem wyruszającym z warszawskiego placu  Defilad. Cena biletu 38 zł, czyli około 9 euro. Po czterech godzinach wysiadłem nieomalże przed hotelowa recepcją. Na przyjezdnych, tych, którzy nie odczuwali zmęczenia drogą, czekała pierwsza zajmująca atrakcja. Zaproszenie do gry „Poszukiwanie zaginionego stróża zamku biskupów warmińskich”. Zresztą, przez cały okres naszego pobytu gospodarze dbali,  by w żadnej z godzin ktoś przypadkiem nie poczuł się znudzony pobytem. W Mikołajkach czekał nas rejs na pokładzie żaglowca Chopin wodami Wielkich Jezior Mazurskich. Po zejściu na ląd pasażerowie przekraczali kolejno gościnne progi hoteli Robert’s Port nad jeziorem Tałty i Zamku Ryn. A w Mrągowie podwoje otworzył przed nimi Mercure Mrongovia Resort & SPA racząc strawą przyrządzoną według receptur tutejszych kuchmistrzów. Późnym wieczorem kończyliśmy dzień seansem astronomicznym  pod nazwą  „Gwiezdne niebo czeka na ciebie”.

Głębsze poznanie uroków Warmii rozpoczęło się od Starych Jabłonek i słynnego hotelu Anders. Dotarliśmy doń nietypowo, z fantazją. Część wybrała romantykę wiejskich furmanek ciągnionych przez żwawe koniki w zaprzęgu, inni siodełka motocykli, pozostali terenowe samochody. Zajechaliśmy z fasonem wprost na pieczyste. Nad brzegiem jeziora  Szeląg Wielki czekał na nas dzik pięknie przyrumieniony na rożnie. I znów zmiana. Jeszcze rozbawieni nastrojem pikniku dotarliśmy do Olsztyna witani przez obsługę nowoczesnego hotelu Omega. Potem obowiązkowy spacer z przewodnikiem po olsztyńskiej starówce. Nie sposób pominąć treści, jaka wypełniła czas wolny. Gremialnie skierowaliśmy kroki do centrum handlowego Alfa.  – Jak liczna jest Państwa grupa? – przywitała nas uprzejmie sprzedawczyni w jednym z butików wypełnionym modną odzieżą. - Klienci z Rosji są  przez nas zawsze oczekiwani. Proszę przyjechać ponownie z przyjaciółmi! – usłyszeliśmy na odchodnym.

Inwestujemy w przyszłość

Młoda ekspedientka trafiła w sedno. Turyści z Rosji powinni być w tych stronach częstszymi gośćmi. Szczera wymiana poglądów, jak ten proces przyspieszyć, uprościć procedury wizowe, uregulować problemy transportowe trwała przez wszystkie dni Forum. Garść istotnych opinii wypowiedział szef grupy hoteli Anders Andrzej Dowgiałło, który już po raz drugi podejmował uczestników spotkania polskiej branży z rosyjską. Czy nawiązanie ściślejszej współpracy przyniosło firmie wymierne korzyści? Czy udało się zwiększyć frekwencję klientów z Rosji? – Środki, które inwestujemy w organizację forum, traktujemy jako inwestycję w przyszłość – mówił Dowgiałło. - Przy czym od dawna znamy upodobania najliczniej nas odwiedzających mieszkańców Kaliningradu. Dotąd cechował je czysty merkantylizm. Nasze wysiłki w dopracowaniu oferty turystycznej doprowadziły jednak do sytuacji, że coraz liczniejsze grono gości przyjeżdża także motywowane wypoczynkiem - nie tylko osiągnięciem celu, jaki przynosi krótkotrwały wypad handlowy.  Stąd i wyniki. Odnotowaliśmy dwustuprocentowy przyrost w porównaniu z zeszłym rokiem. Rachunek już idzie w tysiące turystów, którzy korzystają z naszych usług przez kilka dni, nie ograniczając się wyłącznie do jednego noclegu.

Poprawa bilansu nie satysfakcjonuje Dowgiałły. Przyznał, że on i jego zespół wciąż nie do końca rozumieją, jakiego rodzaju usług oczekują rosyjscy turyści. - Dobrze wiemy o atrakcyjnej sile naszych zabytkowych zamków, o popularności obiektów SPA. Powinniśmy jednak lepiej poznać mentalność i potrzeby rosyjskich turystów, żeby umiejętniej wprowadzać do oferty nowe produkty turystyczne uwzględniające ich oczekiwania. Staramy się robić wszystko, żeby liczba turystów z Rosji rosła. Byłoby ich więcej, gdyby nie trudności w przekraczaniu granicy – ubolewał  właściciel grupy Anders. Ma w pełni rację. Główną przeszkodą blokującą strumień ruchu turystycznego są procedury graniczne. To powszechna opinia. Należy też dobrze rozumieć, o co właściwie chodzi. Nie o zachowanie celników i straży granicznej. Bynajmniej. Idzie o biurokratyczną gehennę skomplikowanego toku postępowania urzędników odpowiedzialnych za wydawanie wiz.

Za i przeciw centrom wizowym

Pytam o zdanie na ten drażliwy temat Irinę Tiurinę, sekretarza prasowego Rosyjskiego Związku Turystyki. – Zaczęłabym od problemu, którego nazwa brzmi: polskie centra wizowe – mówi mi przy kawie Tiurina. – Takie centra posiadają uzasadnioną rację bytu w miastach, w których nie ma konsulatów. Interesanci nie muszą nigdzie jeździć, żeby złożyć dokumenty. Mogą to zrobić u siebie. Za takie udogodnienie warto zapłacić dodatkowo. Jednak w miastach, w których konsulaty działają, uruchomienie centrów wizowych nie ma racjonalnego uzasadnienia. W takich miastach na ogół istnieje bardzo wiele biur podróży występujących w imieniu swoich klientów o wizy. Wprowadzenie instytucji pośredniczącej pomiędzy touroperatorem a konsulatem wydłuża i dodatkowo komplikuje i tak skomplikowany proces. Po co to zrobiono?  Trudno dociec. Przecież w toku procedur rodzi się mnóstwo problemów. Pytań, często wymagających pilnych odpowiedzi, których  komercyjne centra wizowe nie udzielają. One żadnych decyzji samodzielnie nie podejmują. Jeśli popełniony zostanie błąd, który touroperator wychwyci, to co powinien zrobić? Nie może zwrócić się do konsulatu. Skazany jest na ponowny kontakt z pośrednikiem.  Czas biegnie, koszty rosną.

Trzymamy ich za słowo…

- Ale, ale – pozwalam sobie zaoponować – przecież Rosjanie również uruchomili takie centra, na przykład w Warszawie. - Owszem – przyznaje Tiurina. - Istnieje jednak pewna różnica. Rosjanie poszli śladem innych. Mogę przedstawić mój punkt widzenia na tę sprawę. Kiedy nie daję rady moim domowym obowiązkom, wtedy wynajmuję gosposię, żeby ona sprzątała mieszkanie po gościach. Płacę jej za to. Nie wymagam od moich gości, których zapraszam do mojego domu, uiszczania opłaty za sprzątanie po sobie. Zrozumiałe, że konsulaty, które nie dają sobie rady z obsługą klientów, wynajmują firmę outsourcingową. Jednak płacić za to każą klientom. Dodatkowym minusem jest przewlekłość czynności. Kiedy polskie centrum wizowe otwarto w Moskwie, przez pierwsze dwa, trzy tygodnie,  jego działalności  towarzyszyła wielka nerwowość. Pojawiła się nawet realna groźba zerwania wyjazdu grup turystów.  Niektórzy touroperatorzy liczyli się z możliwością odwołania zimowych wyjazdów do Polski. Na szczęście, teraz jest lepiej. Na wizę czeka się tydzień. Ale mam obawy, że to pozorny spokój. Czeka nas okres zimowych wyjazdów świątecznych. Właściciele biur podróży, mając w pamięci poprzednie doświadczenia,  ze strachem czekają na szczyt sezonu. Co prawda konsulowie obiecują, że wszystko będzie dobrze. Trzymamy ich za słowo…

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit