Study Tour z ROTWŁ

Zarabiają na Drugiej Japonii

FOT. Marek Zawadka

Tajemnice mnicha Muraty Mokichiego

Do codziennych wydarzeń towarzyskich należy obyczaj spędzania chwil przy filiżance herbaty. Aby jej skosztować i nie uronić zarazem nic z przyjemności uczestniczenia w ceremoniale parzenia napoju, musimy skierować się do pawilonu herbacianego. W zgodzie z tradycją pawilon usytuowany jest w urokliwym ogrodzie, zaś jego wnętrze utrzymane w ascetycznym klimacie. Skomplikowany rytuał towarzyski podnoszący rangę spotkaniom przy herbatce wprowadził, zgodnie z legendą, kolekcjonujący ceramiczne naczynia szogun Ashikaga Yoshimitsu, który wcześniej pozyskał wiedzę na temat sposobów umiejętnego zalewania wrzątkiem herbacianych liści od ospałego mnicha Muraty Mokichiego, walczącego przy pomocy ożywczych wywarów z przyrodzoną sennością.

Spotkanie w gronie przyjaciół dobrze kontynuować przy kominku w apartamencie mieszkalnym. W centrum karate wzniesiono szesnaście takich domów. W każdym z nich znajduje lokum siedem do ośmiu osób. W sypialniach ułożono futony do spania w stylu japońskim, zamontowano również na modłę hotelową obowiązkowy telewizor oraz łącze internetowe. Pokój dzienny posiada taras wychodzący na ogród. Do dyspozycji gości jest aneks kuchenny. Zarówno domy mieszkalne, jak i wszystkie pomieszczenia ośrodka urządzono nadzwyczaj komfortowo łącząc estetykę wnętrz z drobiazgową dbałością w doborze i montażu najdrobniejszych praktycznych detali wyposażenia.

Polska osada w granicach Japonii

Jeśli gość Drugiej Japonii poczuje potrzebę chwilowej zmiany narodowego klimatu lub zapragnie oddechu od dyscyplinującej atmosfery świata zawodników karate, nie musi oddalać się od jej granic. W ich obrębie wybudowano osadę polską ze stajnią i rumakami pod wierzch. Mnogość duktów leśnych wokół i otwartych przestrzeni zachęca do podziwiania okolic czy to z wysokości końskiego grzbietu, czy też z ławeczki bryczek, bądź to z sidełka górskiego roweru. Wiele satysfakcji przyniesie nawet zwykły spacer. Kierując kroki w stronę nieodległej Pilicy dotrzemy do cypla, na którym zlokalizowano przystań skąd wyruszają z nurtem rzeki spływy kajakowe. To propozycja dla wodniaków. Inna atrakcja czeka  ludzi lubiących poruszać się po twardym gruncie, i to możliwie najbardziej wyboistym, najchętniej w pojazdach o napędzie na cztery koła. Kierowcy hołdujący hobby jazdy po wertepach  będą mieli zapewnioną dawkę adrenaliny pokonując wytyczany obecnie tor crossowy o długości około 3.5 kilometra przystosowany do wyczynowej jazdy autami terenowymi.

FOT. Marek ZawadkaDewiza oszczędności

W tym miejscu nieobojętna uwaga. Centrum karate nie jest hotelem. Nie oczekujmy więc, że nie umówieni, po prostu pojawimy się z bagażami w recepcji i zapytamy o wolne pokoje oraz o cenę zakwaterowania wraz ze śniadaniem. Nie takie to proste. O tym, w jakiej wysokości kwotę ujrzymy ostatecznie na rachunku, decyduje ustalony wcześniej charakter pobytu i wybór usług. Negocjacje pójdą nam  łatwiej,  gdy postaramy się zrozumieć sens  logiki organizacyjnej, która przyświeca gospodarzom obiektu. Nie wdając się w szczegóły przytoczmy drobny, acz wymowny przykład. O ile korzystanie z wszystkich urządzeń wliczone zostanie w cenę pobytu, o tyle przyjemność ogrzania się przy płonącym kominku będzie nas kosztowała opłatę ekstra. Za metr suchych szczap zapłacimy 27 złotych. Wydatek,  pomimo że nie nadszarpnie kieszeni, zachęca do oszczędzania drewna. Zresztą dewiza oszczędności zastosowana została w całym systemie pozwalającym utrzymać właściwą temperaturę pod dachem na powierzchni pięciu tysięcy metrów kwadratowych. Oparto go na solarach oraz wodnych pompach cieplnych. Owo inżynieryjne rozwiązanie pozwala wiele zyskać. Wydatki pochłaniają około 20 procent kwoty, którą należałoby zarezerwować użytkując tradycyjne kotłownie opałowe.

Inwestycja kosztem 50 mln zł

W centrum zainteresowania uczestników naszego zajmującego study tour musiały znaleźć się  koszty realizacji  tego oryginalnego pomysłu budowy tak odmiennego od innych ośrodka sportowego, którego funkcje rozszerzono o infrastrukturę  turystyczną. Oczywiście ze zrozumiałym zaciekawieniem czekaliśmy również na odpowiedź o źródła finansowania.

– Odpowiednie środki zgromadzone zostały w wyniku starań Polskiego Związku Karate Tradycyjnego oraz Fundacji Rozwoju Karate Tradycyjnego. Ukończona w roku 2010 inwestycja pochłonęła około pięćdziesięciu milionów złotych – mówi prezes Paweł Krzywański.  –  W części, na wysokość budżetu złożyło się dofinansowanie z Ministerstwa Sportu i Turystyki pochodzące z funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, czyli z dopłat do gier liczbowych, w części zaś wsparcie finansowe rządu japońskiego oraz wpłaty od sponsorów. Jak uzupełnia prezes Krzywański, kwota zaksięgowana po stronie „wydatki” byłaby wyższa od podanej na wstępie, gdyby nie wkład pracy własnej  członków związku, którzy spędzili - by posłużyć się zwrotem z języka fachowego - wiele „roboczogodzin” na tym rozległym placu budowy. Aby nazwać rzecz precyzyjniej, uzupełnijmy, iż pomysł i jego realizacja są wspólnym dziełem środowiska, które spaja „dążenie do rozwoju fizycznego i duchowego oraz osiąganie kolejnych celów poprzez doskonalenie technik opracowanych przez mistrzów karate tradycyjnego”. Skuteczność owej wzniosłej filozofii znalazła potwierdzenie w praktycznym procesie inwestycyjnym

 

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit