Dyscyplinowanie turystyki masowej

W przeszłości mieszkańcy najbardziej atrakcyjnych turystycznie europejskich miejscowości, cierpliwie znosili zaśmiecanie terenu, zatruwanie powietrza spalinami i złe zachowanie przyjezdnych. Traktowali je jako cenę za wpływy z turystyki i za swe miejsca pracy związane z obsługą ruchu turystycznego. Obecnie wskutek żywiołowego rozwoju turystyki masowej zarówno zwykli ludzie, jak i lokalne władze, w tym opiekunowie zabytków, coraz częściej dochodzą do wniosku, że w ich przypadku skala szkód i chaosu bywa większa niż korzyści.

Problem dyscyplinowania i potrzeby przemyślanego sterowania przepływem turystów wraca w szczycie sezonu urlopowego od lat. Giovanni De Martino, burmistrz Capri znajduje się w podobnym kłopocie, jak jego poprzednicy. Do portu tej maleńkiej wysepki na Morzu Śródziemnym dobijają codziennie wielkie promy przywożące setki turystów. Tłumy paraliżują życie w mieście. Wydanych rozporządzeń, które miały te kłopoty zmniejszyć, nikt nie kwapi się przestrzegać. W latach dziewięćdziesiątych, ówczesny burmistrz Constantino Federico zarządził, że turystom nawiedzającym wyspę każdego lata, zabrania się rozsiadać na chodnikach wokół słynnej piazzetta, głównego placu miasteczka Capri. Zakazał też nocowania na wolnym powietrzu, spania w śpiworach i paradowania z obnażonym torsem w miejscach publicznych. Bez skutku. Do dziś, oblegana przez turystów Piazzetta di Capri, traktowana jest przez przybyłych jak miejsce biwakowe.

Zamiast zakazów, których nikt nie respektuje, obecne władze zastosowały trik polegający na polewaniu wodą schodów łączących plac z historycznym centrum. Poskutkowało. Turyści na krótko i niechętnie rezygnują z siedzenia na mokrym trotuarze. Metoda nie jest oryginalna. Przed laty mieszkańcy brytyjskiego Bath, dyscyplinowali kierowców autobusów wycieczkowych, kierując na nich strumienie wody z węży gumowych, ponieważ mieli dość tarasowania przez autokary wąskich uliczek.

Niedawno próbę wymuszenia szacunku dla zabytków podjęła burmistrz Rzymu Virginia Raggi, wydając rozporządzenie, które zabrania jedzenia i picia w sąsiedztwie historycznych fontann, siadania na ich marmurowych brzegach, moczenia nóg, kąpieli oraz mycia i pojenia zwierząt. Władze Rzymu podjęły podobne działania, żeby opanować zamęt przy fontannie di Trevi i innych historycznych fontannach w mieście. Zabroniono siadania na jej brzegach i urządzania pikników.

Napływ turystów próbują ograniczyć władze miejscowości na Riwierze Liguryjskiej w odpowiedzi na protesty hotelarzy. Powód? Tłum plażowiczów obniża komfort wypoczynku gości hotelowych. O wyrażenie zdania na temat protestów mieszkańców Majorki, zmęczonych gęstniejącym tłumem zalewającym miejscowości, zwrócił się do przedstawicieli branży turystycznej portal Gloobi.de. Dwie trzecie spośród pięciuset badanych ze zrozumieniem odnosi się do objawów niezadowolenia mieszkańców wyspy i solidaryzuje się z protestami przeciwko pijanym i agresywnie zachowujących się turystom. Większość biorących udział w ankiecie jest tego samego zdania, co lokalne władze dążące do ograniczenia liczby przyjezdnych w szczycie sezonu wakacyjnego. Między innymi poprzez wprowadzenie limitu liczby miejsc noclegowych. Najskuteczniejszą metodą regulowania przepływu turystów jest, zdaniem 25 proc. ankietowanych, dostosowywanie wysokości cen usług turystycznych do wielkości popytu.

Rada brytyjskiego autora przewodników turystycznych Johna Buttona skierowana do ludzi uświadomionych, aby w ogóle rezygnowali z wyjazdu na wakacje, wydaje się zbyt daleko idąca. Niemniej jednak, sterowanie przepływem turystów z miejsc najliczniej odwiedzanych do tych jeszcze niewypromowanych, ma sens. Problem w tym, że większość turystów najchętniej zmierza tam, gdzie gęstnieje tłum.

 

Dodaj jako zakładke w Google Dodaj jako zakładke w Ms Live Dodaj jako zakładke w Wykop Dodaj jako zakładke w Gwar Dodaj jako zakładke w Digg Dodaj jako zakładke w Delicious Dodaj jako zakładke w Reddit